Dynamicznie generowane .htm, czyli mod_rewrite z przyległościami typu FCKeditor

02-05-2007 at 10:05 | In php, webmastering | 4 Comments

Tytułem przedmowy

‘Wracam’ po dłuższej przerwie, mam nadzieję, że na stałe (czyt. regularnie). Nowa praca, nowe sprawy na głowie etc - wiadomo ;). Będę się starał się mniej o polityce, a bardziej o czymś przydatnym. Zatem:

Problem

Jakiś czas temu przy tworzeniu kolejnej strony zapragnąłem mieć bardziej przyjazne linki. Należałoby zadać pytanie - co znaczy ‘przyjazne’? Odpowiedź jest prosta - takie, które nie są nieprzyjazne ;). Te z kolei to koszmarki, które przeciętny internauta widzi na codzień: index.php?page=0&prawa=0&strona=comment&go=355, bądź index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=84 i wiele innych linków tego typu, których miliardy w odmętach internetu. Link w takiej formie wielce niepraktycznym jest - nawet jesli zawiera w sobie faktyczną nazwę strony, do której prowadzi, jest ona zakopana w gąszczu znaków zapytania, ampersandów, cyfer i innych dziwnych znaczków. Jakże lepiej zamiast linku typu index.php?pageId=34&sort=3&order=1&userId=18, wyglądałoby coś w stylu uzytkownicy,3,1,18.htm, badz nawet uzytkownicy/stefan.htm? Poza oczywistymi walorami prezentacyjnymi (adres strony mowi cos o jej zawartości), dokumenty zwracane przez serwer w takiej postaci sa znacznie bardziej lubiane przez wyszukiwarki.

Ale jak to tak to?

Pierwsza myśl przechodząca prawdopodobnie przez głowę osoby zielonej w tym temacie to ‘kurczę blade, motyla noga, przecież nie będę tworzyć tysięcy statycznych plików HTML, żeby linki mieć ładniejsze. Od tego mam PHP, żeby samo się to robiło’. Rozumowanie jak najbardziej słuszne, ale ubogie o znajomość kilku sztuczek, a przynajmniej jednej poważnej. Mowa oczywiście o wspaniałym mod_rewrite z Apache’a. Po obszerniejsze informacje zapraszam na google. Z podstawowych rzeczy, które należy wiedzieć, wypada wspomnieć o konieczności włączenia w apache’u owego cudeńka. W httpd.conf musi się znaleźć dyrektywa LoadModule rewrite_module modules/mod_rewrite.so - w praktyce należy odhashować odpowiednią linijkę i tyle ;].

A dalej i konkretniej?

Oczywiście samo włączenie dyrektywy Apache’a to jednak trochę za mało, by się cieszyć superfajoskimi adresami. Kluczem do sukcesu jest stworzenie w katalogu głównym danej strony pliku .htaccess, w którym to należy wpisać RewriteEngine On. Dalej przychodzi czas na ustawienie danych reguł. Tutaj przyda się podstawowa znajomość wyrażeń regularnych oraz oczywiście wyobraźnia. To pierwsze, by wiedzieć, co się robi, a drugie - by zrobic to z sensem. Osobiście preferuję linki w postaci nazwaStrony,arg1,arg2.htm, ale jak ktoś woli może kombinować do woli z konfiguracjami typu nazwaStrony/arg1/arg2, co mi niekoniecznie się podoba, ale np. adres w postaci nazwaKategorii/nazwaStrony.htm sens już jakiś ma ;). Ok, tyle w teorii, w praktyce przykładowy plik .htaccess może wyglądać tak:

RewriteEngine On
RewriteRule ^([^-]+),([^-]+).htm$ index.php?page=$1&pageNo=$2 [L]
RewriteRule ^([^-]+).htm$ index.php?page=$1 [L]
RewriteRule ^([^-]+).htm_([^-]+)$ index.php?page=$1&sort=$2 [L]

(ścięło trochę, ale w kodzie strony całość :P)
Najczęściej używana reguła to oczywiście ta druga. Przekazuje ona do pliku index.php zmienną $_GET['page'] o wartości nazwy pliku .htm. Co dalej zrobi z tym index.php, to sprawa programisty :).

Uwagi

Przypadki szczególne to wszystko, co na stronie może wysyłać żądania do prawdziwych plików HTML. W praktyce wszelkie iframe’y, możliwe, że i skrypty AJAXowe. W jeszcze większej praktyce, problemy może robić np. FCKeditor, który z mieszczęsnego iframe’a korzysta. Problem trudnym nie jest - należy się zdecydować, czy “mod_rewrite’ować” .htm, czy też .html. Choć ten drugi ładniej wygląda, częściej sprawia problemy ;) - FCKeditor korzysta z plików o właśnie takim rozszerzeniu. Ustawiając dyrektywę na chwytanie .htm, problemów jak do tej pory nie mam :].

SKC - Killing Me Softly

05-01-2007 at 19:28 | In drum and bass | 1 Comment

Background (czyli tło)

SKC - Killing Me Softly

SKC podobno jest znany. Pewnie prawdą to jest, ja o nim żadnego pojęcia wcześniej nie miałem ;). Z netu dowiedzieć się można, że typ naprawdę nazywa się Gabor Nagymathe i jest z Budapesztu. Wydawał także w Hospital, DSCI4, Obsessions i Nerve, co każe sądzić, że byle kim nie jest. Jego debiutancka płyta wpadła mi w łapki właściwie przypadkiem - przeczytałem gdzieś, że w końcu wyszła wielce oczekiwana płyta słynnego SKC i pewnie wzbudzi kontrowersje. No i? No i, standardowo, nic. Po prostu kolejna, świetna, inteligentna dramenbejsowa produkcja, których sporo już jest, a i tak ciągle za mało ;).

Genre/style (czyli rodzaj/styl)

Trudny orzech… Nie wiem, jak do końca zakwalifikować twórczość pana SKC. Może zacznę od czego, czym na pewno nie jest. Na pewno nic w stylu electrostepu Johna B, mroków Dieselboya, czy szatańskiego zła wychodzącego od Technical Itch, czy Limewax i reszty wesołej gromadki spod szyldu Tech Itch. Nie są to też jump-upy z Ganja Records, zatem ci, którzy mają problemy z akceptacją czegoś powyżej Aphrodite’a nie powinni zbliżać się do płyty ;). Mi osobiście kojarzy się nieco z DJ Krustem i jego świetnym Hidden Knowledge (postaram się kiedyś o tym napisać), jest też tu nieco atmosphericu, więc miłośnicy Bukema, Big Buda, czy Calibre powinni czuć się ok. Nie brak także elementów hospitalowych. Momentami jest nawet lekko Teebee’owato, ale naprawdę tylko troszkę ;).

Mówiąc krótko - ciepła muzyka, bas głęboki i raczej w tle. Nie brak dłuższych melodycznych padów, cymbałów, kobiecego głosu, perkusja także delikatna, nie żaden headbanger ;). Wniosek prosty - jeśli weźmiesz tą płytę na imprezę, zostaniesz uznany za nudziarza, dziwnego ekscentryka i sztywniaka. Jeśli natomiast puścisz ją w tle, siedząc z drugą osobą przy kominku, bądź po prostu sam, ze słuchawkami na uszach (jak ja teraz), poczujesz się pięknie, co jakiś czas doświadczając tego fajnego mrowienia, które ujawnia się przy najlepszej muzyce.

Summation (czyli podsumowanie)

Świetna płyta. Po prostu. Od przeszło miesiąca ją katuję (choć nie non-stop) i wcale nie mam dosyć. Solidna, dopracowana produkcja, sprawiająca, że nie sposób nie poczuć się lepiej. To był bardzo dobry rok dla drum’n'bassu, a ten album to potwierdza.
Na koniec oczywiście próbka

Seksafera niepowierzchownie

07-12-2006 at 4:20 | In media, polityka | No Comments

Co się chwilowo dzieje, wiadomo. Łyżwiński wpadł - za stanowisko w swoim biurze poselskim pobierał opłatę w “naturze”. W dodatku ponoć spłodził niekoniecznie chcianego potomka, dążył do wyaborcjonowania go, a teraz do niczego się nie przyznaje (o sprawie można przeczytać wszędzie, choćby i na onecie). Znów “grzmi cała Polska”, znów sprawa potraktowana powierzchownie. Wnioski podawane w mediach i zapewne wyciągane przez większość spośród masy wpatrzonej ślepo w ekran ograniczają się do prostego “Łyżwiński to ch*j”, albo “Aneta Krawczyk to dziwka”. W tle przewija się oczywiście wątek odpowiedzialności Leppera, czy też Kaczyńskiego i ew. wpływu sprawy na funkcjonowanie rządu. Ja bym jednak postawił dwa zdecydowanie dalej idące wnioski, w dodatku niezależne od orzeczenia winy.

Po pierwsze, w dodatku bardzo ogólnie, widać, że sporo ludzi do władzy wcale nie dorosło. Władza deprawuje i to widać. Co poniektóre osoby po prostu wykonało nagle zbyt wysoki skok w stronę elit i nie mają najmniejszego pojęcia, jak powinny się zachować. Przecież sama akcja prawdopodobnie wywołała szok, czy też zaskoczenie, na bardzo znikomej części społeczeństwa. Większość ludzi dobrze wie, że Lepper&co to cham, prostak i świnia, zatem “seksafera” nie dziwi specjalnie. Mało tego - to było do przewidzenia.

Rozwiązanie tutaj jest tyleż proste i banalne, co niewykonalne. Wyborcy muszą zacząc głosować na polityków profesjonalnych, a i partie jak najczęściej po nich sięgać. Tak - po profesjonalne, kłamliwe, pragmatyczne szuje, które jednak nie popełnią świństwa (bo wiedzą, że wpadną), nie palną głupoty (bo są doświadocznymi krasomówcami) i przy najmniejszym podejrzeniu usuną się szybko w cień (bo wiedzą, że społeczeństwo im tego inaczej łątwo nie podaruje). Oczywiście, na dzień dzisiejszy, i takich polityków dosyć mało jest, i sporo Polaków woli jednak szczerego do bólu krzykacza, który o niczym pojęcia nie ma, ale chociaż “dobrze gada”. Cóż, (jak zwykle) może kiedyś…

Drugie zagadnienie to sprawa biur poselskich. Zdziwiło mnie, że ten problem nie został poruszony. Przecież gdyby nie istniejące prawo, do całej jazdy by nie doszło. Poza tym, wiele biur poselskich i tak służy do zatrudniania znajomych i rodziny. Sytuacja, w której poseł dostaje kilka tysięcy na prowadzenie swego przybytku, o które w zasadzie nie musi specjalnie zadbać, jest cholernie korupcjogenna. Jest to bardzo niezdrowa sprawa - rządzący nami ludzie, tworzący prawo, sami są wręcz zachęcani do praktyk przęczącym dobremu obyczajowi.

Co z tym zrobić? Jest kilka możliwości. Można w prosty sposób zakazać zatrudniania rodziny, także dalszej. Ze znajomymi byłby problem, ale zawsze to coś. Druga możliwość to wprowadzenie np. konkursów, czy też testów przeprowadzanych centralnie. Tematyka oczywista - parlamentaryzm, dyplomacja, polityka - wiadomo. Wtedy byłoby chociaż wiadomo, że pieniądze zarabia osoba kompetentna (olbrzymi problem naszego kraju, ale o tym kiedy indziej), choćby byłby nim pies sąsiada deputowanego. Trzeci sposób, który mi najbardziej odpowiada, to zniesienie dopłaty na biuro poselskie i obowiązku jego posiadania (jeśli takowy istnieje). Posłowie dostają wtedy te kilka tysi więcej do łapki i gdy chcą, biuro otwierają, a jak nie - to nie. Jeśli zdecydują się na to, zrobią to pewnie porządnie, bo przecież za własne pieniądze, nie podarowane. Proste, nieprawdaż? I gwarantuję, że skuteczne. Aż nasuwa się skojarzenie z prywatyzacją ;), która akurat mi się kojarzy ze zdrowym rozsądkiem. Oczywiście nie łudzę się, że w tej sprawie zatriumfuje i “ktoś coś zrobi”, ale (jak zwykle) może kiedyś…

Kto rządzi Polską?

04-12-2006 at 7:51 | In bzdura, polityka | 1 Comment

Teoretycznie danym krajem rządzą przedstawiciele władzy (wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej), z nastawieniem raczej na wykonawczą, zwaną nieprzypadkowo przecież rządem. Jak to jednak mawia znajomy, róznica między teorią a praktyką jest większa w praktyce, niż w teorii (© Yeti), zwłaszcza w Polsce. Tak to już w naszym kraju jest, że większość tych, co ma władzę, stara się nie ponosić za nią odpowiedzialności. Jest to oczywiście wynikiem tego, że dotychczas ci, co rządzili i publicznie się tego nie wstydzili, zostali przez naród odrzuceni. Z wypowiedzi przeróżnych osobistości można zatem wysnuć wniosek, że Polską rządzi:

Układ - teza lansowana początkowo przez Kaczyńskich i resztę czołówki PiS. Obecnie, po roku od wyborów, coraz trudniej o tym mówić. Co jakiś czas pojawia się zresztą odbijanie piłeczki i mowa o układzie stworzonym przez Kaczyńskich.

Opozycja - czyli rozwinięcie koncepcji układu. Wprawdzie wprost nikt nie mówi, że w Polsce rządzi PO, ale codziennie okazuje się, że jest winna bardzo wielu rzeczy, zaczynając od skłócenia Polaków, na “kampanii nienawiści wobec PiS” kończąc. Żeby było śmieszniej, wobec owej opozycji (a zwłaszcza PO) podnoszony jest często zarzut niechęci wobec rządzenia.

Kaczyńscy/PiS z przystawkami/rząd - wniosek wynikający z czystej sejmowej arytmetyki (którą premier lubi czasem przywołać) i kilku innych totalnie dziwnych przesłanek, jak np. wynik wyborów. Oczywiście wymienieni do władzy przyznają się, gdy coś wyjdzie, w przeciwnym wypadku - patrz wyżej.

Kościół - Mimo oczywistych różnic, do jednego kotła wrzucę i Rydzyka, i Glempa, i JPII, i Dziwisza, i Jankowskiego i wielu innych. Nawet jeśli większość katolików w Polsce nie do końca na to miano zasługuje, Kościół sprawuje nad nimi jakąś władzę, a rolę w kraju pełni niemałą. Wątku nie ma co zbytnio rozwijać - każdy chyba widzi, jak jest. Od Kościoła w Polsce ucieczki nie ma i to wystarczy jako komentarz odnośnie siły tej instytucji.

Ogólnie pojęta “zagranica” - tutaj też nieco uogólniam, ale do wora jednocześnie można wrzucić UE, USA, Rosję i jeszcze kilka państwa/organizacji. Wtedy widać, jak dużo od nich zależy. Jeśli do tego dodać działalność agenturalną (nie oszukujmy się, ma miejsce, chociaż sądzę, że o tej prawdziwej pojęcia żadnego nie mamy), osobnik co bardziej paranoiczny mógłby mówić o utracie przez Polskę suwerenności. Jednakże w podobnej sytuacji znajduje się większość państw na świecie i od tego raczej nie da się uciec.

Media - co do tego raczej nie ma wątpliwości - media, jako głos społeczeństwa, to władza. Tyle, że tak naprawdę, jest to bardzo zdywersyfikowana władza i trudno o jakieś pełne jej przejęcie. Rzecz jasna, w Polsce media dopiero wychodzą ze stadium wczesnego dzieciństwa, ciągle jeszcze bardzo naiwne i podatne na wpływy, podobnie zresztą, jak społeczeństwo.

Patrząc na powyższe zestawienie, zastanawiam się, czy jest gdzie indziej w świecie kraj, w którym jednocześnie rządzi Kościół, opozycja i układ, przy tym oczywiście jednocześnie - legalny rząd. W tej chwili niezbyt mi coś do głowy przychodzi, poza prostym skojarzeniem. Otóż, wystarczy lekko stuningować powyższą listę - do “opozycji” dodać “demokratyczna”, a “układ” zamienić na “wróg klasowy”. Do tego cofnąć w czasie znaczenie słów o jakieś 20 lat i skojarzenie nasuwa się samo.

PS. Myślałem, żeby dorzucić jeszcze kilka ośrodków władzy, jak np. uprzywilejowane grupy zawodowe, urzędnicy, niezadowoleni, krzykacze, ale zaczynało być już niebezpiecznie blisko do kolejnego wyrzucania polskich wad narodowych, więc przestałem ;).

Dziennik.pl, czyli “Fakt” online

29-11-2006 at 7:35 | In media, net | 1 Comment

Wczoraj ruszyła wersja online “Dziennika”, jedynej gazety codziennej, po która sporadycznie sięgam. I co? I dupa! Ale wypadałoby pierwej coś na wstęp. Od strony politycznej, start odnotował krótko u siebie Azrael. Od strony technicznej, dobry opis popełnił z kolei RAFi. Osobiście wydaje mi się, że strona byla po prostu robiona przez Niemców - w Polsce poważne firmy już raczej nie opierają designu na tabelkach, o krzykliwej kolorystyce nie wspominając. Wiadomo, że nasi zachodni sąsiedzi potęgą informatyczną nie są, więc pieniądze stawiałbym właśnie na to, że stoją za tym wszystkim niczym układ ;).

Wiadomo jednak, że najważniejsza jest tutaj treść, więc po dokopaniu się i krótkiej kombinacji, zasubskrybowałem kanał o polityce. Po 24 godzinach nagłówki okazały się nieco tendencyjne:

Jak widać, “news dnia”, czyli bibowe jazdy MW oraz Kazimierz Marcinkiewicz deklasują całą resztę tematów na całej linii. Wyraźnie widać, że idzie tu o jakąś kreację rzeczywistości i próbę narzucenia tematu. Styl publikacji też nie jest zbytnio górnolotny, a w niemałej ilości często powtarza się inny tytuł, czyli “Fakt”. A to jakiś sondaż dla “Faktu”, a to z kolei któryś dziennikarz z tabloidowej redakcji coś skrobnie, a to z kolei totalnie populistyczna tematyka.

W tym momencie wypada się na chwilę zatrzymać i wskazać przykład. Żaden problem! Polecam bzdurny tekst o szkodliwości gier komputerowych, spokrewniony z nim straszący bełkot i na koniec prawdziwy hit, czyli przykład walki dziennikarskiej o wprowadzenie cenzury. W sprawie samej akcji powstrzymam się chyba z komentarzem, aż się rozwinie, ale jeśli to nie jest przykład tabloidowego charakteru dziennika.pl, to nie wiem, co nim może być.

Może po prostu zmienić nazwę na “Fakt online”? Osobiście nie chcę, żeby całkiem porządna gazeta, jaką moim zdaniem jest “Dziennik”, była kojarzona z badziewnym dziennikiem.pl. Z drugiej strony, patrząc optymistycznie, może być tylko lepiej i mam nadzieję, że niebawem w serwisie pojawią się teksty mające cokolwiek wspólnego z papierowym wydaniem ;)

« Poprzednia stronaNastępna strona »

Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.