Groźba demokracji totalitarnej
19-10-2006 at 22:10 | In polityka | 1 CommentCzytając najnowszy wpis u Brochy o rychłych zmianach w służbie cywilnej, przypomniałem sobie akapit z wikipedii dotyczący demokracji totalitarnej:
Według Milla sposobem na zaradzenie niebezpieczeństwa faktycznemu przejęciu państwa przez określone lobby polityczno-finansowe są:
- wprowadzenie proporcjonalnych, a nie większościowych wyborów do ciał przedstawicielskich
- stworzenie “niezależnego korpusu urzędniczego” – czyli apolitycznych stanowisk w administracji rządowej, które nie podlegałyby wpływom politycznym; członkowie tego korpusu powinni być wybierani przez konkursy i wykonywać tylko takie polecenia polityków, które są zgodne z prawem oraz alarmować opinię publiczną bądź odmawiać ich wykonywania, jeśli są sprzeczne z prawem;
- stworzenie przynajmniej jednej instytucji kontrolnej z dożywotnimi, dobrze płatnymi stanowiskami, gwarantującym jej odporność na naciski korupcyjno-lobbystyczne; przykładem takiej instytucji jest np. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, a w Polsce Trybunał Konstytucyjny
- prawo antymonopolowe – czyli udzielenie rządowi lub parlamentowi prawa do rozbijania niebezpiecznych monopoli w gospodarce.
Drugi punkt właśnie mamy z bani, trzeci częściowo od początku też, w końcu sędziowie TK są powoływani na 9-cioletnie kadencje. Czyli nie jest tak źle, możnaby stwierdzić, abstrahując rzecz jasna od samego faktu rozwalenia służby cywilnej. Coś (czyli ubogość polskiej wikipedii w przypadku nietótrych haseł) jednak kazało mi poszukać dalej. Pierwszy trop, to oczywiście angielska definicja i opis. Przytoczę co ciekawsze fragmenty:
In his paper Advances in Chinese Social Sciences (2001), Mao Shoulong (…) posits that totalitarian democracy, or what he terms “equality-oriented democracy,” is founded on the idea that it is possible, and necessary, that the complete rights and freedoms of people ought not be held hostage to traditions and social arrangements
Does it ring any bells? Przed oczyma wyobraźni staje mi automatycznie wywiad sprzed ok. roku w “Newsweeku”, w którym Jarosław Kaczyński mówił o tym, że cenzura obyczajowa jest potrzebna, jeśli nie teraz, to w przyszłości. O akcjach z ogólną pogardą wobec tolerancji, propagowanych głównie przez LPR szkoda nawet wspominać. Nie zliczę też wypowiedzi polityków zasiadających obecnie w rządzie, które opierałyby się właśnie na ideach bronienia tradycji, cywilizacji etc. Ale jedźmy dalej:
A totalitarian democratic state is said to maximize its control over the lives of its citizens, using the dual rationale of general will (i.e., “public good”) and majority rule
Odnoszę nieodparte wrażenie, że takiego poczucia bycia uosobieniem woli narodu jeszcze żadna partia przed PiS nie miała. Panowie prawi i sprawiedliwi zdają się nie zauważać, że nie są reprezentantem większości społeczeństwa, ale pomijając nawet ten “nieistotny szczegół”, nie daje to prawa do czynienia głupot dlatego, że tego chcą wyborcy. Podejrzewam, że większość Polaków chciałaby np. dostawać tysiąc zeta za nic, ale to wcale nie znaczy, że należy to realizować! Oczywiście podany przykład był przerysowany, ale już zrobienie standardowego TKM-u w KRRiT, czy też ciągłe wypowiedzi o “złych mediach” mogą budzić wątpliwości. Dobra, teraz coś z polskiego źródełka znalezionego na googlach:
Totalitarni demokraci są wyznawcami światopoglądu opartego na jedynej wyłącznej prawdzie.
Podczas gdy dla zwolenników demokracji liberalnej wolność opiera się na spontaniczności, na zasadzie prób i błędów, na różnorodności i braku mesjanistycznego celu, totalitarni demokraci postulują z góry „budowę” harmonijnego, idealnego stanu, do którego wszyscy winni zdążać i który muszą osiągnąć. Wiara w ów absolutny cel stanowi podstawę ich wszechobejmującej filozofii. Wkroczenie na drogę do absolutnego, określonego celu traktuje się przy tym jako zadanie nadzwyczaj pilne, będące wezwaniem do podjęcia bezpośredniej akcji.
Analogie znów nasuwają się same. Cel – zbudowanie IV RP. Chciałoby się do tego rzec – by all means necessary. Tu, teraz, natychmiast. Nawet za cenę koalicji z Samoobroną, nawet tą już teraz jeszcze bardziej kompromitującą.
I żeby nie było wątpliwości – nie uważam, że obecnie w Polsce panuje totalna demokracja totalitarna – do tego jeszcze na szczęście daleka droga. Gorzej jednak, że świadomie, czy nie, dzięki rządzącym, Polska niewątpliwie nią w tej chwili podąża. Nie twierdzę też, że wcześniej było pięknie i cudownie, bo nie było. Należy też uczciwie przyznać, że PiS na całej linii przegrywa z LPR pod względem wypowiedzi i pomysłów, które zrobiłyby z naszego kraju państwo wyznaniowe ;).
Wyrachowanie ostatnią szansą?
19-10-2006 at 0:34 | In polityka | Leave a CommentZ początku wiary nie dałem, ale jednak usłyszałem oficjalnie w “Wiadomościach”, a później znalazłem szybko w necie – od 2008r. każdy bezrobotny ma bezterminowo dostawać osiem setek. W tle Lesiaków i innych pierdół postawiono kolejny idiotyczny krok w stronę socjalizmu. Żeby przewidzieć skutki, geniuszem być nie trzeba – skoro obecnie ludzie pracują za 800, to proste, że jakies 99% już a taką robotę się nie pokusi, za to z chęcią znajdzie zatrudnienie na czarno. Szczerze mówiąc sam bym pewnie skorzystał z takiej okazji ;). Koszta pomysłu Andrzeja to raptem jakieś 20kilka miliardów złotych rocznie – naprawdę “pikuś”… Tak na serio, tego nawet nie trzeba krytykować, bo nie ma żadnych racjonalnych argumentów przemawiających za takim socjalem, na który Polski nie stać, a i inne państwa znane z nadopiekuńczości wobec obywateli się z takich rozwiązań powoli wycofują, bo nie ma gospodarki, która byłaby w stanie tyle udźwignąć.
Powstaje proste pytanie – dlaczego? Przede wszystkim, Lepper postawił warunki wejścia do koalicji i trzeba było się na coś zgodzić. To jest pewne, reszta to domysły.
Najprostsza odpowiedź jest banalna – Samoobrona to populiści, nie przejmujący się konsekwencjami jakie za sobą niosą ichniejsze propozycje. PiS w imię “naprawy państwa” jest w stanie poświęcić wszystko. “Walka z układem” i poprawienie sytuacji w ogólnie pojmowanej polityce karnej (bądź “aparacie represji”, jak ktoś ma antysystemowe fobie ;)) jest totalnym priorytetem, a z ekonomią jakoś będzie.
Druga opcja to wpisanie zasiłków w ramach realizacji przez PiS “solidarnej Polski”. Ot, błahostka.
Trzecia możliwość to obiecanie Lepperowi byle czego i wciśnięcie mu jakiegoś kitu, byle dotrwać do ew. wyborów na wiosnę. W końcu przez ponad rok wiele może się zdarzyć, a w przetrwanie koalicji do 2008 mało kto wierzy.
Wrodzony optymizm każe mi wierzyć w trzecią opcję, czyli zdrowy cynizm polityczny. Wnioskując jednak z dotychczasowych poczynań PiS, dochodzę do wniosku, że bramki nr1 i nr2 nie są na pewno możiwościami niemożliwymi ;). Były już emerytury górnicze i becikowe. Nie było natomiast żadnych działań rządu służących gospodarce. Jeśli zatem jednak przepis niszczący Polskę (jakże patetycznie to brzmi, ale tak niestety jest) wejdzie w życie, już widzę ten strumyk uciekinierów oraz rzesze cwaniaków, którzy z socjalu wycisną ostatnie grosze. Ile czasu minie, zanim cały system ubezpieczeń społecznych padnie, nie wiem, ale na pewno niezbyt dużo. Zatem, dla dobra nas wszystkich, lepiej, by PiS zagrał cynicznie, a nie “czysto” i “moralnie”.
Z drugiej strony, może taki konkretny kryzys jest potrzebny, żeby ludzie w końcu przejrzeli na oczy? Taka powtórka z Argentyny niezła czystkę by zrobiła ;). Mam tylko nadzieję, że w Polsce mnie wtedy nie będzie.
TVP w dół
18-10-2006 at 0:12 | In media, polityka | Leave a CommentGdy Wildstein został szefem TVP, miałem jakieś nadzieje, że będzie lepiej. Podobnie było zresztą z Dworakiem… O ile wywalenie z ramówki “Czterech pancernych” i “Klossa” to generalnie nic wielkiego, czy też wrzucenie jakiegoś pseudo-reality-show z dziećmi, średniej publicystyki (“debaty Polaków”, “Polacy”, “A dobro Polski?”) to po prostu błędy, które w telewizji się zdarzają, o tyle nowa formuła “Panoramy” woła o pomstę do nieba.
Na Wirtualnych Mediach można przeczytać o szybszej, lepszej “Panoramie”. Domyślam się, że opublikowany news to po prostu notatka prasowa (tak to się chyba nazywa?) wydana brzez biuro prasowe TVP (czy kto tam się tym zajmuje ;)). Brzmi fajnie, ale niestety rzeczywistość jest zgoła odmienna.
Na początek – czołówka, wszelkie animacje, wystrój, kolorystyka. Wcześniej była fajna i stylowa animacja Bagińskiego, do której świetnie pasowała muzyka, no i ogólnie – ładne to było. Studio utrzymywało brązową kolorystykę, chociaż o dziwo miłą dla oka (nie przepadam za brązami) – może dlatego, że było to całkiem blisko blisko pomarańczu, w każdym bądź razie – szlachetnie. Innymi słowy – spójnie i oryginalnie.
Teraz natomiast samo studio “fizycznie” niewiele się zmieniło – pozostały drewniane wykończenia, także ten sam stół. Cała reszta natomiast została wymieniona. Czołówka w porównaniu z wcześniejszą to czysta amatorka. Wprawdzie nie znam się zbytnio na tworzeniu grafiki 3d, ale jeszcze poziom skomplikowania obiektów i ilość włożonego wysiłku umiem rozróżnić. Do tego zostało to chyba poddana ostremu antialiasingowi – brawo! Kolorystyka w tle studia pasuje do całej reszty, jak pięść do oka – pomijając średnią jakość użytych jasnych i ciemnych błękitów, ich kombinacja z brązami jest fatalna. Chyba już lepiej by to wyglądało, gdyby wszystkie drewniane elementy oblepić niebieską taśmą klejącą, żeby było jeszcze bardziej “profesjonalnie”.
Za wystrojem wyraźnie chyba poszła treść (bądź na odwrót, to jak z jajkiem i kurą ;)) – wczoraj mówi się, że Włoszczowa (te słynne miasteczko od peronu im. Gosiewskiego, jakby ktoś jeszcze nie wiedział) ma 20 tys. mieszkańców (naprawdę – 10 tys.). Dzisiaj z kolei przez dobre 5 minut Giertych dostaje swoje solo, w którym wygłasza chyba własne orędzie, bo komentarza jakiegokolwiek brak. Podejrzewam, że byłoby się jeszcze do czego przyczepić, ale TV oglądam zazwyczaj jednym okiem ;).
Po raz kolejny podejrzenie, że coś tu jednak nie gra, może być jak najbardziej uzasadnione. Zmiana dekoracji na taką, jaka jest, nie ma logicznego uzasadnienia, chociaż pewnie “czystego moralnie” bardziej by tu pasowało. Może Bagiński kazał wycofać swoją animację ;)? Nie wiem. Odnoszę wrażenie, że zaistniała potrzeba wsparcia znajomych od grafiki 3d, dekoracji itp. Być może też jakiś “władca” w TVP uznał, że niebieskie tło automatycznie gwarantuje profesjonalizm, wiarygodność i większą oglądalność. Jedno drugiego nie wyklucza, a i pewnie inne czynniki miały jakiś w tym udział. W każdym bądź razie – wygląda to bardzo amatorsko. Oglądalności nie zyskuje się na pewno przez zmienianie pory emisji na późniejszą, a jeszcze_bardziej_na_pewno poprzez upolitycznianie programu (żeby wątpliwości nie było – czym innym jest zaproszenie do studia komentatora politycznego, który zaprezentuje własną, subiektywną ocenę, a czym innym – pięciominutowa propaganda Romana). Do tego te kwestie techniczne – o ile wcześniej, pod względem estetycznym “Panorama” była spokojnie w pierwszej trójce, to teraz jest zdecydowanie najbrzydszym programem informacyjnym. Waaay to go, Wildstein!
Kolejne osie sztucznych podziałów
17-10-2006 at 0:01 | In polityka | 2 CommentsGdyby obliczyć sumę skrajnych stanowisk dotyczących różnych kwestii w polskim społeczeństwie przez ostatni rok, jestem pewien, że padłby rekord. Do czynienia mieliśmy (i mamy!) ze sporem PiS-PO, o homoseksualistów, o korupcję polityczną, o “układ”, czy też nawet o to, czy w ogóle jakiekolwiek spory istnieją. Nie są to wcale konstruktywne zderzenia odmiennych poglądów, z których mogłaby powstać jakaś “nowa jakość”. Są to natomiast zazwyczaj bezproduktywne kłótnie radykałów z radykałami, z których tak naprawdę nic nie wynika. Do puli niedawno doszły nowe tematy – szafa Lesiaka, nieprzyznanie nagród nauczycielom zrzeszonym w ZNP i zapowiedź zniesienia teorii ewolucji w nauczaniu. Z niecierpliwością czekam na powrót tematu aborcji, czy też inny, kolejny wyskok radykałów.
Przeraża mnie nieco zdolność natychmiastowego szufladkowania wśród osób, które upatrują się w prowadzeniu polityki sporu, okazji na łatwe zyskanie popularności. Oto na przykład wyjeżdżanie z kraju jest “brakiem patriotyzmu”, bycie gejem oznacza automatycznie lewackość i antyklerykalizm, natomiast wiara w wartości rodzinne jest rzekomo równoznaczna z potępieniem homoseksualizmu i katolicyzmem. Krytyka rządu jest tożsama z czytaniem “wyborczej” i brakiem własnego zdania, a tolerancja jest powszechnie mylona z akceptacją.
W ten oto piękny sposób stereotypy stają się w coraz większym stopniu prawdziwe, ponieważ obie storny wyraźnie stawiają się po dwóch stronach barykady. Protesty przeciwko Giertychowi organizują organizacje lewackie i to jest fakt, co innego z ich uczestnikami, których Roman też nazywa lewakami i anarchistami, co daje wyraźny sygnał – “prawdziwym przeciwnikiem Giertycha są lewacy”. Inne przykłady – “prawdziwymi przeciwnikami PiS są ludzie wmieszani w układ, bądź będący niewątpliwie pod jego wpływem”, czy też bardziej wprost – “albo propagujesz homoseksualizm, albo z nim walczysz”. Takie komunikaty są ostatnimi czasy wysyłane jakże często do opinii publicznej. Nie dziwię się później wcale ludziom, którym nie odpowiada ani anarachistyczna, ani giertychowa wizja świata i po prostu się odcinają od tego całego bajzlu.
Marzą mi się spory dotyczące np. skali cięć wydatków publicznych, obniżki podatków, bezpieczeństwa energetycznego i innych, znacznie mniej obyczajowych spraw (do obyczajowości państwo nie powinno się zbytnio wtrącać). Niestety, póki radykałowie (z jakiejkolwiek strony) mają instrumenty władzy pozwalające na ucieleśnianie swych świetnych pomysłów wynikających z “głębokiego przekonania”, a nie zdrowego rozsądku, póty o jakimś racjonalnym funkcjonowaniu tego kraju na wyższym szczeblu nie ma co myśleć…
III, IV, V, VI Równa Polska
15-10-2006 at 15:52 | In bzdura, polityka | 2 CommentsWstępu tytułem
Osób, które są zadowolone z tego, jak funkcjonuje polska oświata, służba zdrowia, policja itd. (głównie budżetówka), jak na lekarstwo. Większość zgodzi się przy tym, że chodzi o pieniądze, tzn. wpompowanie ich w dany sektor powinno przynieść dobre efekty. Błąd. Owszem, problem pod tytułem “niedofinansowanie służby zdrowia” itp. istnieje. Jednak moim zdaniem, na znacznie mniejszą skalę, niż się to wciska, a rozwiązania są banalnie proste :]. Podstawowy problem, to obowiązujący w naszym pięknym kraju kult równości, bądź, jak kto woli – przeciętności. Wywodzi się zdecydowanie ze wspaniałych czasów utrudnionego dostępu do czegokolwiek (PRL, jakby ktoś nie wiedział ;)) i do dzisiaj wiele na mocy nie stracił.
Początki
Kult szarego człowieka jest praktykowany od wczesnych klas podstawówki (tej państwowej), gdzie uczeń wybijający się na tle klasy musi zazwyczaj czekać na resztę, a jednostki odstające w taki, czy inny sposób od “wspólnoty” są zazwyczaj traktowane jako “materiał do naprawy”, a nie potraktowane z indywidualnym podejściem. Uczeń na 5-6 to taki, który idzie dokładnie takimi torami, jakie wyznacza nauczyciel, a nie ten, który poszukuje wiedzy na własną rękę, korzysta z innych źródeł, bądź różni się oceną jakiejś teorii, faktu, wydarzenia. Innymi słowy – więcej korzyści można osiągnąć, porzucając indywidualizm na rzecz ściśle utartych schematów myślowych, zapisanych w programie nauczania. Oczywiście są tu wyjątki – nauczyciele potrafiący dojrzeć i utrzymać ten ogień w uczniach, ale nie ma co się oszukiwać – są to nieliczne przypadki wymagane do potwierdzenia teorii.
“Po owocach poznacie ich”
Skoro więc ktoś przez kilkanaście lat jest przyzwyczajany do tego, że najbardziej ekonomiczną drogą w życiu jest przeciętniactwo, naturalne jest, że później także chce taką ścieżką podążać. Aspiracje młodych ludzi zgwałcone już przez system edukacyjny, sprowadzają się zatem często do założenia rodziny, etatu, możliwości weekendowego relaksu i… I chyba niczego więcej. Taki oto upośledzony osobnik zaczyna pracować na etacie w sferze budżetowej – urzędnik, nauczyciel, lekarz, policjant, ktokolwiek inny. Charakterystyka pracy na takim stanowisku jest podobna do charakterystyki nauki w szkole – najbardziej korzystna postawa to zrobienie swojego i nic ponadto. Jakość wykonywanej pracy nie jest doceniania, szybkość też. Idiotyczna jest sytuacja, w której tyle samo pieniędzy zarabia nauczyciel, który odwala swoją robotę i ten, co żyje swoją pracą, a podopieczni go uwielbiają. I tutaj sedno:
Co z tym zrobic?
Rozwiązanie jest tyleż proste, co, jak mi się wydaje, w obecnych warunkach szalenie trudne do wprowadzenia. Wystarczy bowiem uzależnić wysokość zarobków od osiąganych wyników, wprowadzić lekką konkurencję. O ile szkoły, czy szpitale w danym rejonie często ze sobą konkurują, to już w ich obrębie pracownicy są zazwyczaj świętymi krowami, tworzącymi “zgraną wspólnotę”, w której rywalizacja byłaby czymś jakże okropnym i niepożądanym. W praktyce nauczyciel może stracić pracę tylko w przypadku pobicia ucznia (a i to nie zawsze), a lekarz w przypadku pijaństwa w pracy, lub korupcji (też nie zawsze). Owszem, istnieje instytucja premii, dodatków motywacyjnych itp., ale na mój gust nie jest to środek wystarczający, zwłaszcza, że często dostają je wszyscy członkowie załogi, bądź odbywa się to rotacyjnie, bez zbytniego uwzględnienia wkładu w pracę.
Radykalnym, ale jakże rozsądnym wyjściem z sytuacji jest odrzucenie pustego mitu o bezpłatnej edukacji, czy też opiece zdrowotnej. Owszem – państwo powinno tworzyć warunki sprzyjające nauce biednych i rozwojowi najzdolniejszych (stypendia) oraz gwarantować podstawowy pakiet usług medycznych. Nie widzę natomiast nic złego w tym, żeby za szkołę płacić. Po skutecznym odciążeniu kieszeni podatnika o większą część kosztów utrzymywania szkół i placówek służby zdrowia sądzę, że jednak większość ludzi będzie stać na wysłanie dzieci do szkoły i na wizytę u lekarza. Z kolei same ośrodki edukacyjne i przychodnie, szpitale etc., zmuszone do walki o “klienta” podniosą jakość “usług”. Owszem, część na pewno odpadnie, ale na tym polega oczyszczająca rola zdrowej konkurencji.
W samych natomiast placówkach publicznych nie widzę większych problemów natury prawnej/ustawodawczej, które przeszkadzałyby w niewielkim zróżnicowaniu wynagrodzeń w oparciu o jakość wykonywanej pracy. Oczywiście pozostaje kwestia samej weryfikacji owej jakości. Na mój gust, ponieważ to uczeń, pacjent, petent etc. jest najważniejszy, podstawowym miernikiem mogą być ankiety, oczywiście z uwzględnieniem zdania tzw. kierownictwa i tzw. zespołu pracowniczego. Niestety na drodze ku zracjonalizowaniu sytuacji stoją bariery mentalnościowe – właśnie kult równości, pochwała przeciętniactwa.
Konieczna jest także zmiana kształcenia na kierunku pedagogiki. Na paranoję zakrawa sytuacja, w której mimo niżu demograficznego w szkołach, do bycia nauczycielem przygotowują się tłumy. Zmniejszenie naborów o co najmniej 75% zdecydowanie podniosłoby jakość i rangę wykształcenia pedagogicznego i zdecydowanie zwiększyło odsetek nauczycieli z powołaniem w sercu, a nie tylko w ustach, potrafiących wyłuskać i “poprowadzić” zdolnych uczniów, zamiast ucinać im skrzydła. Jestem bowiem zdania, że “Równa Polska” zaczyna się właśnie w szkole i tam musi być najpierw wytrzebiona.
Na koniec
Doskonale zdaję sobie sprawę, że mój punkt widzenia może budzić kontrowersje, zwłaszcza wśród osób ślepo wierzących powszechną równość i niekoniecznie prawidłowo pojmowaną tzw. sprawiedliwość społeczną. Proponuję jednak nad tym się porządnie zastanowić, mając do czynienia z panią w okienku robiącą łaskę, że istnieje, idąc na prywatną wizytę do lekarza, który w publicznym ośrodku zdrowia nie ma czasu, ani chęci na każdego pacjenta, czy też narzekając na opieszałość policji. Sprawiedliwość społeczna nie polega na tym, że jakaś grupa ma dostawać więcej, bo jej się należy. Nie chodzi w niej też o zamienianie odpowiedzialności indywidualnej na zbiorową, czy też przycinanie wszystkich do jednego wzorca. Sprawiedliwość społeczna polega na tym, że ktoś, kto robi coś naprawdę dobrze, zasluguje w zamian na więcej, a ten, który idzie po najprostszej linii oporu – na mniej. Tylko tyle i aż tyle…
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.




