SKC – Killing Me Softly

05-01-2007 at 19:28 | In drum and bass | 1 Comment

Background (czyli tło)

SKC - Killing Me Softly

SKC podobno jest znany. Pewnie prawdą to jest, ja o nim żadnego pojęcia wcześniej nie miałem ;). Z netu dowiedzieć się można, że typ naprawdę nazywa się Gabor Nagymathe i jest z Budapesztu. Wydawał także w Hospital, DSCI4, Obsessions i Nerve, co każe sądzić, że byle kim nie jest. Jego debiutancka płyta wpadła mi w łapki właściwie przypadkiem – przeczytałem gdzieś, że w końcu wyszła wielce oczekiwana płyta słynnego SKC i pewnie wzbudzi kontrowersje. No i? No i, standardowo, nic. Po prostu kolejna, świetna, inteligentna dramenbejsowa produkcja, których sporo już jest, a i tak ciągle za mało ;).

Genre/style (czyli rodzaj/styl)

Trudny orzech… Nie wiem, jak do końca zakwalifikować twórczość pana SKC. Może zacznę od czego, czym na pewno nie jest. Na pewno nic w stylu electrostepu Johna B, mroków Dieselboya, czy szatańskiego zła wychodzącego od Technical Itch, czy Limewax i reszty wesołej gromadki spod szyldu Tech Itch. Nie są to też jump-upy z Ganja Records, zatem ci, którzy mają problemy z akceptacją czegoś powyżej Aphrodite’a nie powinni zbliżać się do płyty ;). Mi osobiście kojarzy się nieco z DJ Krustem i jego świetnym Hidden Knowledge (postaram się kiedyś o tym napisać), jest też tu nieco atmosphericu, więc miłośnicy Bukema, Big Buda, czy Calibre powinni czuć się ok. Nie brak także elementów hospitalowych. Momentami jest nawet lekko Teebee’owato, ale naprawdę tylko troszkę ;).

Mówiąc krótko – ciepła muzyka, bas głęboki i raczej w tle. Nie brak dłuższych melodycznych padów, cymbałów, kobiecego głosu, perkusja także delikatna, nie żaden headbanger ;). Wniosek prosty – jeśli weźmiesz tą płytę na imprezę, zostaniesz uznany za nudziarza, dziwnego ekscentryka i sztywniaka. Jeśli natomiast puścisz ją w tle, siedząc z drugą osobą przy kominku, bądź po prostu sam, ze słuchawkami na uszach (jak ja teraz), poczujesz się pięknie, co jakiś czas doświadczając tego fajnego mrowienia, które ujawnia się przy najlepszej muzyce.

Summation (czyli podsumowanie)

Świetna płyta. Po prostu. Od przeszło miesiąca ją katuję (choć nie non-stop) i wcale nie mam dosyć. Solidna, dopracowana produkcja, sprawiająca, że nie sposób nie poczuć się lepiej. To był bardzo dobry rok dla drum’n'bassu, a ten album to potwierdza.
Na koniec oczywiście próbka

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.