Seksafera niepowierzchownie

07-12-2006 at 4:20 | In media, polityka | No Comments

Co się chwilowo dzieje, wiadomo. Łyżwiński wpadł - za stanowisko w swoim biurze poselskim pobierał opłatę w “naturze”. W dodatku ponoć spłodził niekoniecznie chcianego potomka, dążył do wyaborcjonowania go, a teraz do niczego się nie przyznaje (o sprawie można przeczytać wszędzie, choćby i na onecie). Znów “grzmi cała Polska”, znów sprawa potraktowana powierzchownie. Wnioski podawane w mediach i zapewne wyciągane przez większość spośród masy wpatrzonej ślepo w ekran ograniczają się do prostego “Łyżwiński to ch*j”, albo “Aneta Krawczyk to dziwka”. W tle przewija się oczywiście wątek odpowiedzialności Leppera, czy też Kaczyńskiego i ew. wpływu sprawy na funkcjonowanie rządu. Ja bym jednak postawił dwa zdecydowanie dalej idące wnioski, w dodatku niezależne od orzeczenia winy.

Po pierwsze, w dodatku bardzo ogólnie, widać, że sporo ludzi do władzy wcale nie dorosło. Władza deprawuje i to widać. Co poniektóre osoby po prostu wykonało nagle zbyt wysoki skok w stronę elit i nie mają najmniejszego pojęcia, jak powinny się zachować. Przecież sama akcja prawdopodobnie wywołała szok, czy też zaskoczenie, na bardzo znikomej części społeczeństwa. Większość ludzi dobrze wie, że Lepper&co to cham, prostak i świnia, zatem “seksafera” nie dziwi specjalnie. Mało tego - to było do przewidzenia.

Rozwiązanie tutaj jest tyleż proste i banalne, co niewykonalne. Wyborcy muszą zacząc głosować na polityków profesjonalnych, a i partie jak najczęściej po nich sięgać. Tak - po profesjonalne, kłamliwe, pragmatyczne szuje, które jednak nie popełnią świństwa (bo wiedzą, że wpadną), nie palną głupoty (bo są doświadocznymi krasomówcami) i przy najmniejszym podejrzeniu usuną się szybko w cień (bo wiedzą, że społeczeństwo im tego inaczej łątwo nie podaruje). Oczywiście, na dzień dzisiejszy, i takich polityków dosyć mało jest, i sporo Polaków woli jednak szczerego do bólu krzykacza, który o niczym pojęcia nie ma, ale chociaż “dobrze gada”. Cóż, (jak zwykle) może kiedyś…

Drugie zagadnienie to sprawa biur poselskich. Zdziwiło mnie, że ten problem nie został poruszony. Przecież gdyby nie istniejące prawo, do całej jazdy by nie doszło. Poza tym, wiele biur poselskich i tak służy do zatrudniania znajomych i rodziny. Sytuacja, w której poseł dostaje kilka tysięcy na prowadzenie swego przybytku, o które w zasadzie nie musi specjalnie zadbać, jest cholernie korupcjogenna. Jest to bardzo niezdrowa sprawa - rządzący nami ludzie, tworzący prawo, sami są wręcz zachęcani do praktyk przęczącym dobremu obyczajowi.

Co z tym zrobić? Jest kilka możliwości. Można w prosty sposób zakazać zatrudniania rodziny, także dalszej. Ze znajomymi byłby problem, ale zawsze to coś. Druga możliwość to wprowadzenie np. konkursów, czy też testów przeprowadzanych centralnie. Tematyka oczywista - parlamentaryzm, dyplomacja, polityka - wiadomo. Wtedy byłoby chociaż wiadomo, że pieniądze zarabia osoba kompetentna (olbrzymi problem naszego kraju, ale o tym kiedy indziej), choćby byłby nim pies sąsiada deputowanego. Trzeci sposób, który mi najbardziej odpowiada, to zniesienie dopłaty na biuro poselskie i obowiązku jego posiadania (jeśli takowy istnieje). Posłowie dostają wtedy te kilka tysi więcej do łapki i gdy chcą, biuro otwierają, a jak nie - to nie. Jeśli zdecydują się na to, zrobią to pewnie porządnie, bo przecież za własne pieniądze, nie podarowane. Proste, nieprawdaż? I gwarantuję, że skuteczne. Aż nasuwa się skojarzenie z prywatyzacją ;), która akurat mi się kojarzy ze zdrowym rozsądkiem. Oczywiście nie łudzę się, że w tej sprawie zatriumfuje i “ktoś coś zrobi”, ale (jak zwykle) może kiedyś…

Kto rządzi Polską?

04-12-2006 at 7:51 | In bzdura, polityka | 1 Comment

Teoretycznie danym krajem rządzą przedstawiciele władzy (wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej), z nastawieniem raczej na wykonawczą, zwaną nieprzypadkowo przecież rządem. Jak to jednak mawia znajomy, róznica między teorią a praktyką jest większa w praktyce, niż w teorii (© Yeti), zwłaszcza w Polsce. Tak to już w naszym kraju jest, że większość tych, co ma władzę, stara się nie ponosić za nią odpowiedzialności. Jest to oczywiście wynikiem tego, że dotychczas ci, co rządzili i publicznie się tego nie wstydzili, zostali przez naród odrzuceni. Z wypowiedzi przeróżnych osobistości można zatem wysnuć wniosek, że Polską rządzi:

Układ - teza lansowana początkowo przez Kaczyńskich i resztę czołówki PiS. Obecnie, po roku od wyborów, coraz trudniej o tym mówić. Co jakiś czas pojawia się zresztą odbijanie piłeczki i mowa o układzie stworzonym przez Kaczyńskich.

Opozycja - czyli rozwinięcie koncepcji układu. Wprawdzie wprost nikt nie mówi, że w Polsce rządzi PO, ale codziennie okazuje się, że jest winna bardzo wielu rzeczy, zaczynając od skłócenia Polaków, na “kampanii nienawiści wobec PiS” kończąc. Żeby było śmieszniej, wobec owej opozycji (a zwłaszcza PO) podnoszony jest często zarzut niechęci wobec rządzenia.

Kaczyńscy/PiS z przystawkami/rząd - wniosek wynikający z czystej sejmowej arytmetyki (którą premier lubi czasem przywołać) i kilku innych totalnie dziwnych przesłanek, jak np. wynik wyborów. Oczywiście wymienieni do władzy przyznają się, gdy coś wyjdzie, w przeciwnym wypadku - patrz wyżej.

Kościół - Mimo oczywistych różnic, do jednego kotła wrzucę i Rydzyka, i Glempa, i JPII, i Dziwisza, i Jankowskiego i wielu innych. Nawet jeśli większość katolików w Polsce nie do końca na to miano zasługuje, Kościół sprawuje nad nimi jakąś władzę, a rolę w kraju pełni niemałą. Wątku nie ma co zbytnio rozwijać - każdy chyba widzi, jak jest. Od Kościoła w Polsce ucieczki nie ma i to wystarczy jako komentarz odnośnie siły tej instytucji.

Ogólnie pojęta “zagranica” - tutaj też nieco uogólniam, ale do wora jednocześnie można wrzucić UE, USA, Rosję i jeszcze kilka państwa/organizacji. Wtedy widać, jak dużo od nich zależy. Jeśli do tego dodać działalność agenturalną (nie oszukujmy się, ma miejsce, chociaż sądzę, że o tej prawdziwej pojęcia żadnego nie mamy), osobnik co bardziej paranoiczny mógłby mówić o utracie przez Polskę suwerenności. Jednakże w podobnej sytuacji znajduje się większość państw na świecie i od tego raczej nie da się uciec.

Media - co do tego raczej nie ma wątpliwości - media, jako głos społeczeństwa, to władza. Tyle, że tak naprawdę, jest to bardzo zdywersyfikowana władza i trudno o jakieś pełne jej przejęcie. Rzecz jasna, w Polsce media dopiero wychodzą ze stadium wczesnego dzieciństwa, ciągle jeszcze bardzo naiwne i podatne na wpływy, podobnie zresztą, jak społeczeństwo.

Patrząc na powyższe zestawienie, zastanawiam się, czy jest gdzie indziej w świecie kraj, w którym jednocześnie rządzi Kościół, opozycja i układ, przy tym oczywiście jednocześnie - legalny rząd. W tej chwili niezbyt mi coś do głowy przychodzi, poza prostym skojarzeniem. Otóż, wystarczy lekko stuningować powyższą listę - do “opozycji” dodać “demokratyczna”, a “układ” zamienić na “wróg klasowy”. Do tego cofnąć w czasie znaczenie słów o jakieś 20 lat i skojarzenie nasuwa się samo.

PS. Myślałem, żeby dorzucić jeszcze kilka ośrodków władzy, jak np. uprzywilejowane grupy zawodowe, urzędnicy, niezadowoleni, krzykacze, ale zaczynało być już niebezpiecznie blisko do kolejnego wyrzucania polskich wad narodowych, więc przestałem ;).

Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.