Dziennik.pl, czyli “Fakt” online
29-11-2006 at 7:35 | In media, net | 1 CommentWczoraj ruszyła wersja online “Dziennika”, jedynej gazety codziennej, po która sporadycznie sięgam. I co? I dupa! Ale wypadałoby pierwej coś na wstęp. Od strony politycznej, start odnotował krótko u siebie Azrael. Od strony technicznej, dobry opis popełnił z kolei RAFi. Osobiście wydaje mi się, że strona byla po prostu robiona przez Niemców – w Polsce poważne firmy już raczej nie opierają designu na tabelkach, o krzykliwej kolorystyce nie wspominając. Wiadomo, że nasi zachodni sąsiedzi potęgą informatyczną nie są, więc pieniądze stawiałbym właśnie na to, że stoją za tym wszystkim niczym układ ;).
Wiadomo jednak, że najważniejsza jest tutaj treść, więc po dokopaniu się i krótkiej kombinacji, zasubskrybowałem kanał o polityce. Po 24 godzinach nagłówki okazały się nieco tendencyjne:

Jak widać, “news dnia”, czyli bibowe jazdy MW oraz Kazimierz Marcinkiewicz deklasują całą resztę tematów na całej linii. Wyraźnie widać, że idzie tu o jakąś kreację rzeczywistości i próbę narzucenia tematu. Styl publikacji też nie jest zbytnio górnolotny, a w niemałej ilości często powtarza się inny tytuł, czyli “Fakt”. A to jakiś sondaż dla “Faktu”, a to z kolei któryś dziennikarz z tabloidowej redakcji coś skrobnie, a to z kolei totalnie populistyczna tematyka.
W tym momencie wypada się na chwilę zatrzymać i wskazać przykład. Żaden problem! Polecam bzdurny tekst o szkodliwości gier komputerowych, spokrewniony z nim straszący bełkot i na koniec prawdziwy hit, czyli przykład walki dziennikarskiej o wprowadzenie cenzury. W sprawie samej akcji powstrzymam się chyba z komentarzem, aż się rozwinie, ale jeśli to nie jest przykład tabloidowego charakteru dziennika.pl, to nie wiem, co nim może być.
Może po prostu zmienić nazwę na “Fakt online”? Osobiście nie chcę, żeby całkiem porządna gazeta, jaką moim zdaniem jest “Dziennik”, była kojarzona z badziewnym dziennikiem.pl. Z drugiej strony, patrząc optymistycznie, może być tylko lepiej i mam nadzieję, że niebawem w serwisie pojawią się teksty mające cokolwiek wspólnego z papierowym wydaniem ;)
Sport narodowy: żałobnictwo
24-11-2006 at 15:26 | In bzdura, media, scary | Leave a CommentKlimat wokół “wielkiej tragedii” nieco już znormalniał. W TVN24 można w końcu się czegoś dowiedzieć, w innych stacjach natężenie górnicze też się na szczęście zmniejszyło. Wprawdzie czarne wersje, wstążki, czy totalna parodia, czyli skreślone logo Polsatu (świetna metafora, chociaż pewnie niezamierzona) dalej śmieszą-straszą, ale już, już prawie ;). Teraz nadeszła pora na licytację w żałobnictwie. TVP daje okrągłą bańkę, TVN także. Ciekawe, czy Polsat coś od siebie dorzuci? A przecież jeszcze tyle mediów i instytucji zostało. W końcu żałoba narodowa, tragedia itd. Co z tego, że za taki hajs można pomóc ludziom, którzy naprawdę o swój los się nie prosili – ciężko chorym dzieciom, czy też tym z patologicznych rodzin. Za te kilka baniek można by naprawdę odmienić los wielu ludzi, dać im szansę. No, ale wiadomo – nie byłoby to tak medialne…
Wydaje mi się, tak bardzo cynicznie, że tej małostkowej żałobniczej mentalności dobrze by zrobiło z 8 takich wypadków co tydzień. Polacy oswoiliby się z czarnymi znaczkami i ciągłym cyrkiem, aż w końcu znudziłoby się i może chociaż w tej kwestii nastąpiłoby lekkie wydoroślenie. Skończyłoby się epatowanie i wyolbrzymianie, a zaczęło informowanie.
Przy okazji kolejną bzdurą jest pokazywanie górników, jako bohaterów i tym podobne pierdoły. Trwanie w tradycji, tego typu bzdury. Przecież to jest droga po najprostszej linii oporu! Czysto fizyczne zapieprzanie, nie trzeba się doszkalać, mieć wykształcenia. Płaca pewna, szybka emerytura. Czego chcieć więcej? Że zdrowie, ryzyko śmierci? Cóż, raczej nie większe, niż w pracy policjanta, czy żołnierza. Można powiedzieć – wolny wybór. Szkoda tylko, że za cudzą głupotę płacimy my wszyscy, ten temat jest już akurat w mediach skrzętnie pomijany. Zamiast wyciągnąć z sytuacji konstruktywne wnioski, serwuje się po raz kolejny znieczulenie. Jakież to konstruktywne wnioski? Proste, banalne wręcz – z górnictwem w tym kraju trzeba po prostu kończyć, i to definitywnie. Albo sprywatyzować to wszystko w pizdu i niech zdrowe mechanizmy rynkowe decydują o losie branży, a nie głupota ludzkiej masy oraz chołota u władzy.
Innymi słowy – po raz kolejny można w Polsce zaobserwować zwycięstwo emocji nad zdrowym rozsądkiem. Jak zwykle stosuje się jakieś doraźne środki, chwilowe rozwiązania no i oczywiście – szuka winnych. Rzeczywistych, zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań metod na zapobieganie takim sytuacjom w przyszłości nie widać. Sprawa standardowo skończy się na tym, te i owe przepisy nie były przestrzegane, ktośtam zostanie skazany (lub nawet nie), a wnioskiem będzie magiczne stwierdzenie, że “trzeba to zmienić”. Nie zdziwię się, jak zostaną wprowadzone dodatkowe kontrole bezpieczeństwa, czy tym podobne pierdoły. Oczywiście za dużo to raczej nie zmieni, wystarczy, że taki kontroler otrzyma swoją działkę i luz. Może po prostu czas sobie powiedzieć, że węgiel możemy sobie spokojnie ściągnąc z Rosji, lub RPA, co wyjdzie taniej, bezpieczniej i co najważniejsze – zmusi poniekąd jakąś część Ślązaków do wysiłku intelektualnego.
Odnośnie natomiast całej tej żałoby narodowej – mam ją głęboko w dupie i dzisiaj śmigam do Booma na Sonic Trip. Kluby to chyba jedna z nielicznych dziedzin w tym kraju, która w miarę normalnie funkcjonuje. Oczywiście też nie jest specjalnie różowo, ale o tym może kiedy indziej.
Przesadna ekscytacja
23-11-2006 at 7:30 | In bzdura | Leave a CommentCo jakiś czas lubię się pytać o jakieś cechy charakterystyczne, czy to Płoliaków, czy też może ludzi, jako takich. Z tymi pierwszymi mam, rzecz jasna, znacznie częściej do czynienia, więc znacznie łatwiej o wnioski i konkluzje wszelakie.
Otchnęło mnie zatem niedawno, że życie takiego przeciętnego Polaka to nieprzerwane pasmo przesady i ekscytacji. Jesteśmy strasznie emocjonalnym narodem, co odróżnia nas jednak od południowców – znacznie mniej optymistycznym, ale to zupełnie odrębny temat, ale powiedzmy, że może chodzić np. o mniejszą ilość promieni słonecznych ;). Dla porównania – gdy ostatnio ekscytacja ogarnęła Niemców podczas mundialu, zaczynały już się pojawiać paniczne głosy obawy, jako że ostatnie takie wybuchy radości miały miejsce chyba za panowania Adolfa ;). Dalej – Angole – nie ma nawet o czym mówić, słynna flegma i powściągliwość. Francuzi? Jeśli za reprezentatywną część społeczeństwa uznać sfrustrowaną młodzież palącą samochody to i owszem – nawet lepsi od nas. Ale zasadniczo – Żabojady emocjonują się raczej powierzchownie, aniżeli tak do szpiku kości. Możnaby dalej wymieniać i wymieniać…
U nas natomiast niemal. chicałoby się rzec, wszystko może stanowić powód do podniecenia, zazwyczaj negatywnego, czy przesadnej ekscytacji. Nie szukając zbyt długo – akcja w Halembie. Jedno słowo – śmierć. Pojęcie, które jest nieodłączną częścią życia, świata, czy też, ogólniej – czegokolwiek, w wielu Polakach wywołuje takie emocje! Jest to dla nas temat bardzo wdzięczny i chętnie poruszany, choć przecież chyba każdy powie, że milczenie, szacunek, blablabla. Zresztą, co tu dużo gadać, największe święto – 1 listopada, zmieniony w pokraczne pogańskie obrządki. Ale zawsze jest się czym emocjonować – zwłaszcza na drodze, która w tych dniach zbiera pokaźne śmiertelne żniwo, bo rzesze idiotów nie potrafią nad sobą zapanować.
Ale odbijam tu już trochę od sedna. Ogólny przykład dominacji emocji nad rozumem w naszym społeczeństwie to błyskawiczne przyjmowanie banalnych i prostackich chwytów serwowanych choćby przez naszych polityków. Skoro ujawniono kilka błędów przy prywatyzacjach kilku firm, cała prywatyzacja staje się złodziejska. Ponieważ “liberał” Balcerowicz “pozbawił pracy miliony Płoliaków”, liberalizm jest be. Gdy w gimnazjum nastoaltek znęca się nad drugim, mamy z kolei do czynienia z falą bandytyzmu, która należy wyeliminować brakiem tolerancji. Naprawdę, mnóstwo tego, a wszystko ma grać na emocjach, co akurat w przypadku naszego społeczeństwa jest niestety cholernie proste. Całe tylko szczęście, że jeszcze nikt nie wpadł na taki akord, co by większości Płoliaków jakąś strunę ruszył…
I tak bardziej prozaicznie – iluż wśród nas przykłada tak ogromną wagę do (przykładowo): losów postaci z serialu, pogody, edukacji, cen, ogródka sąsiada, wyglądu drugiej osoby? Odnoszę wrażenie, że na takie pierdoły marnuje się tyle energii ludzkiej, która mogłaby być przecież skierowana w zupełnie innym (domyślnie – lepszym) kierunku. Wiadomo oczywiście, że emocji z życia wyłączyć się nie da. Sam nie zliczę wszystkich bluzgów, które przychodzą mi codziennie na język, gdy widzę kolejne przegrane starcie fundamentalnego zdrowego rozsądku z głupotą powszchną i wszelaką, ale cóż – takie życie i tyle ;).
Ujmując to wszystko w jakieś jedno zdanie – więcej dystansu, panie i panowie. Do wszystkiego (a zwłaszcza końca swego nosa), bo człowiek świadomy, to człowiek potrafiący od czasu do czasu wyjśc poza siebie.
Halemba, czyli cyrku ciąg dalszy
22-11-2006 at 15:54 | In media | 2 CommentsO tragedii w Halembie wie już chyba każdy. Inna zupełnie kwestia, czy jest sens robić z tego takie wydarzenie medialne. Krzysztof Leski mówi, że niekoniecznie i trudno się nie zgodzić. Górnicy giną co jakiś czas w różnych miejscach świata i ginąć będą – swego rodzaju ryzyko zawodowe, a przecież nikt nikogo do tej, czy innej profesji nie zmusza. Podejrzewam też, że wczorajszego dnia więcej osób w Polsce zginęło na drogach, drugie tyle w kłótniach rodzinnych, wypadkach w domu, czy też porachunkach mafijnych. Czyli moim zdaniem – nic wielkiego się nie stało.
Ale ja nie do końca o tym, tylko o wczorajszym “Kwadransie po jedenastej” na TVP1. Ot, taki tam krótki program publicystyczny. Akurat zachciało mi się obejrzeć, tym bardziej, że jeszcze tam polityka nie widziałem, tylko dobrych komentatorów z różnych stron, co już jest jakimś pozytywem.
Włączam zatem TV i widzę, jak prowadząca cośtam gada o tej Halembie i później akcja przenosi się na miejsce tragedii. No i tutaj zaczyna się po raz kolejny parodia, partyzantka, taniość, czyli ogólnie i standardowo – cyrk. Miejscowy dziennikarz rzuca kilka słów wstępu, po czym oddaje głos wiceministrowi gospodarki odpowiedzialnemu za górnictwo. Pierwsza myśl (moja) – “WTF? A co ma do gadania o akcji ratunkowej itp. typ z ministerstwa?”. Ale dalej robi się jeszcze bardizej kolorowo, bo pan Poncyliusz, mówi tylko, że przyszedł premier i po pół minuty ustawianiu akcji, wraz ze świetnym “panie premierze, jesteśmy na wizji” zaczyna się gadka największego w Polsce eksperta od ratownictwa, górnictwa i w ogóle chyba od najwszyściejszego, czyli J. Kaczyńskiego.
Premier sobie opowiada – a to, że tu padła ściana, tutaj prowadzone są akcje, tam z kolei cośtam, a tam inne cośtam. Szczerze mówiąc, nie wsłuchiwałem się dokładnie, bo patrząc na coś takiego myślę – “włączyłem program publicystyczny poświęcony polityce, a tu premier opowiada o górniczej akcji ratunkowej”, co ciągle przewija się z drugą myślą “co to ma do ch*ja znaczyć?”. Po kilku minutach ględzenia premiera, mikrofon wędruje do wiceministra, który nic nie mów, a potem po raz pierwszy do osoby chociaż trochę kompetentnej, czyli jakiegoś prezesa spółki węglowej, który i tak klimat absurdu podtrzymuje, będąc ubrany w uroczysty mundur górniczy (bądź coś w tym stylu).
W końcu jednak akcja wraca do studia i myślę sobie – “no, wreszcie może zacznie się program”. Widzę dwóch gości – Wrońskiego z “GW” i Gabryela z “Wprost”, co nastraja mnie pozytywnie, ale nie! Oni też mówią o wypadku! Ludzie, którzy pewnie nawet węglem w życiu nie palili w domu, przytaczają fachowe ekspertyzy, dane, porównania, analizy i opinie, co jakiś czas dodając, że się i tak na tym nie znają. To po kiego wała w ogóle o tym mówią? Równie dobrze można by tam zaprosić średnio rozgarniętych młotków spod monopolowego, którzy po zapoznaniu się kilka minut wcześniej z danymi mogliby powiedzieć dokładnie to samo.
Najbardziej mi w tym szkoda rodzin i znajomych zmarłych, czy też ogólniej – ludzi, których to ruszyło. Bo czy ktoś o zdrowych zmysłach, kto chce się dowiedzieć czegoś o tym, co się tam dzieje, chce to słyszeć z ust premiera, albo dziennikarza politycznego? I to w programie publicystycznym?
Ech, jakże chciałbym dożyć czasów, w których coś zrobionego normalnie w tym kraju to nie powód do chluby, a partactwo nie jest na porządku dziennym…
Warszawa, Warszawa, Warszawa (i Kraków)
22-11-2006 at 0:23 | In media, polityka | Leave a CommentPo raz kolejny okazuje się, że żyjemy w cyrku. Cyrku politycznym, rzecz jasna, ale nie tylko, bo z nim się wiąże nierozłącznie ten drugi – medialny. Od kilku(nastu) (tygo)dni tematem numer 1 są wybory na prezydenta Warszawy. Oczywiste pytanie tych 30kilku milionów Polaków powinno brzmieć “ale kogo to ku*wa obchodzi?”. Podejrzewam, że ten, czy inny prezydent stolycy nie będzie miał większego wpływu na życie wielu Warszawiaków, a co tu dopiero mówić o całej reszcie Polski. Ale nie! Co włączę TV i akurat leci jakaś publicystyka, znów, jeśli jakimś cudem nie widzę wesołych mordek Kazika i HGW, to i tak się o tym pieprzy – po raz nie wiem, który – to samo. Kazio narcystycznie opowiada, jaki jest, a jaki nie jest, a HGW, że doświadczenie w banku dało jej blablabla.
Oczywiście mogę wyłączyć TV, bądź zmienić program, z czego ochoczo w takiej sytuacji korzystam, ale przecież gdybym myślał tylko i wyłącznie o sobie, nie byłoby np. tego bloga ;). Zatem – denerwuje mnie to przekonanie u polityków, dziennikarzy i zapewne u części Warszawiaków o jakiejś ważności Warszawy dla całej Polski. Dupa! Zdarzyło mi się tam niedawno być na kilka godzin i wrażenie wiecznie szarego, brzydkiego miasta będącego siedliskiem chaosu i kierowców nieznających przepisów drogowych zostało mocno utrwalone.
Serio – więcej pozytywów znajduję nawet w Elblągu, który powoli wychodzi na prostą, o Trójmieście, Toruniu, Łodzi, czy Krakowie, a nawet Olsztynie nie wspominając. Innymi słowy – Polacy nie powinni czuć się dumni z Warszawy. Rozumiem, że mer Paryża, Moskwy, bądź burmistrz Nowego Jorku to osoby znane na świecie, ale tak jest dlatego, że są włodarzami naprawdę ważnych i ładnych miast, a nie potworkowatej Warszawy. Tym bardziej śmieszy mnie to, że w przeróżnych programach z udziałem kandydatów nie doczekałem się deklaracji zrobienia jakiegokolwiek porządku z brzydotą w mieście, czy też chociaż zapobieganiu jej dalszej ekspansji. Ważniejsze jest, żeby PiS nie doszedł do władzy, bądź by PiS rządził, chociaż to ten mniej kaczkowaty PiS ;). Na szczęście już niedługo to się skończy, a osobiście to w dupie mam prezydenta Warszawy – może tylko Korwin by coś tam na lepsze zmienił i zacząłbym to miasto wspominać z ciepłem w sercu, jak wiele innych pięknych polskich miejscowości.
I tutaj kolejna parodia, czyli udzielenie przez Rokitę i kilku innych posłów z PO poparcia kandydatowi PiS na prezydenta Krakowa. Sprawa mnie bardzo śmieszy, bo zamiast zrobić z tego akcję pod tytułem “w PO każdy ma prawo do własnego zdania, stawiamy na mocnych ludzi”, czy inne pierdoły, robi się z tego kłótnię, nie bez podsycania ze strony części dziennikarzy, którzy poczuli się dotknięci niedawnymi wybrykami Platformy (raport medialny + jazda Tuska w PR3). Z tego, co w jakimś tam stopniu wiem, na zachodzie w każdej zdrowej partii są osoby nieco od niej odstające, mające trochę inne zdanie i dystansujące się czasem od niektórych posunięć macierzystej formacji. W Polsce natomiast od niedawna zapanował mit bardzo zwartych formacji, niemal monolitów, bo wyborcy niby nie lubią, jak “politycy się kłócą”. No i właśnie teraz prawie się kłócą zamiast rozwiązać problem profesjonalnie.
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.




