W małym mieście… (II)
03-10-2006 at 4:35 | In lokalnie | 4 CommentsKontynuuję krótki wywód na temat tzw. życia na prowincji.Wcześniej przedstawiłem podstawowe dane, teraz trochę ważniejszych spraw o charakterze raczej socjologicznym, trochę oddającym charakterystykę życia tam, gdzie mi to jest dane.
“Polityka” lokalna

Mam na myśli, rzecz jasna, szczebel gminny. Czyli gwoli ścisłości, mamy radę miasta oraz burmistrza. Jak to czasem bywa, radni opozycyjni wobec burmistrza mają liczebną przewagę i nietrudno się domyśleć, że wynikają z tego powodu różne cyrki. Zdarzyło się, że radni ucięli nieco dostęp do internetu w urzędzie miejskim, ponieważ stwierdzili, że za dużo na to idzie, nie będąc do końca świadomymi, że czasy modemów już minęły. Innym razem, w czasach sejmowej komisji orlenowskiej, chcieli prowadzić śledztwo w sprawie tego, czy burmistrz spotkał się z kimśtam na korytarzu, czy też nie. Cóż, tak to już jest z radnymi, że część wykracza poza ogólnie rozumiana równowagę psychiczną, o czym w przypadku Dobrego Miasta można się przekonać, czytając niektóre wypowiedzi na (reklama ;))DobreMiasto.org i tamże na forum. Jeden z radnych lubi z siebie robić pośmiewisko, mówiąc do prawie każdej osoby “dzień dobry”, inny z kolei wyskakuje z pomysłem budowania sztucznego zalewu (jezior w okolicy nie brakuje…). Cóż, nie ukrywam, że niektórym się to podoba, w końcu głosy się znikąd nie biorą. Jeśli idzie o burmistrza, wcześniej, jeszcze za komuny był tzw. naczelnikiem miasta i członkiem partii. Później też sprawował funkcję burmistrza, poza poprzednią kadencją. Miałem okazję kilka razy z nim osobiście rozmawiać i sprawia wrażenie zrównoważonego człowieka, chociaż na pewno nie ideału ;). Trzeba uczciwie przyznać, że przez ostatnie 4 lata Dobre Miasto zyskało bardzo dużo na wyglądzie i infrastrukturze – główne (i mniej główne) drogi zostały gruntownie wyremontowane, chodniki wymienione, budownictwo jest w rozkwicie, został ogoszony plan rewitalizacji miasta. Ze zgrzytów należy wymienić słabe wykorzystanie środków UE oraz zadłużenie, chociaż moim zdaniem, na porządne drogi zawsze warto się zadłużać Także potencjał turystyczny jest zdecydowanie marnowany – zapewniam, że Warmia to jeden z najładniejszych rejonów w Polsce i tutaj jest bardzo wiele do zrobienia. Mimo wszystko, daję obecnemu burmistrzowi spore szanse na reelekcję, choćby dlatego, że konkurentów ma niezbyt mocnych.
Turystyka, rekreacja

Skoro zacząłem ten wątek, troche rozwinę. Jak na małe miasteczko i gminę, jest tutaj trochę do robienia w ramach odpoczynku, choć w większości ogranicza się to do tych cieplejszych dni w roku. Nieopodal (~8km) jest jezioro Limajno. Mi już się dawno temu znudziło, dla sporej części dobromieszczan jest to dalej nieprzerwanie świetne miejsce wypoczynku - nie każdemu przeszkadza ten sam widok od iluś lat. Mimo wszystko jednak, woda czysta i warunki przystępne. Dla amatorów zbierania grzybów oraz kleszczy jest las, las, mnóstwo lasu i jeszcze trochę. Wspominałem o lesie ;)? Drogi w nim są porządne, zanieczyszczenie niewielkie, a widoki i powietrze takie jak trzeba – żadna monokultura, porządny mieszany las z lekką nadreprezentacją brzóz i sosen. Sarny, dziki, wiewiórki itp. – all included. Mamy też kilka zabytków, ale o tym można spokojnie poczytać w pierwszych linkach, jakie dałem w pierwszej części.
Ogólnie, Warmia jest jednym z najładniejszych miejsc w Polsce. Sporo tu pagórków, mnóstwo zieleni, nie brakuje różnych zabytkowych, gotyckich kościołów, kolegiat, zamków. No i jakoś tak bardziej cywilizowanie, niż na Mazurach ;). Jednakże, braki są ogromne. Turystów w Dobrym Mieście praktycznie brak. Nie ma też porządnej bazy noclegowej, konkretnego parkingu, ani większych imprez, które przyciągnęłyby ludzi choćby spoza gminy.
“Życie nocne”

Jednym słowem – lipa, dwoma – konkretna lipa, trzema – lipa na całego. Mamy kilka spelunkowatych barów, jeden całkiem porządny na obrzeżach miasta z wygodnymi fotelami i przystępnymi cenami (“ranczo”) i dwie “dyskoteki”, z czego jedna właściwie już nie funkcjonuje, a druga to obora ;). Logika wskazywałaby, że kto żyw, powinien na weekend spadać do Olsztyna, ale jak wiadomo, logika ma w Polsce bardzo słaby PR. Owszem, część osób praktykuje wyjazdy do naszej lokalnej stolicy, ale większość zadowala się tym, co na miejscu, czyli tłumem kiepskich spoconych małolatek na parkiecie wywijających (w mękach, chciałoby się powiedzieć) pupami, nie do końca trafiając w rytm kiepskiej muzyki (explosion!) płynącej z kiepskich głośników (1000-2000 Hz zdecydowanie zagłusza inne pasma) w kiepskim lokalu. Do tego, rzecz jasna, równie kiepscy adoratorzy, tyle, że bardziej podpici, a wszyscy z generalnie grobowymi minami ściśnięci po kilka osób na metr kwadratowy. Wiem, wszędzie są takie miejsca, sęk w tym, że tutaj nie ma żadnego innego. Większość opowieści o wiejskich dyskotekach mogłaby (i zapewne miała) z powodzeniem mieć miejsce w magicznym klubie “małe co nieco”.
Tzw. dostęp do dóbr kultury

Sytuacja jak wyżej. Owszem, jakiś dostęp jest. Sporo ludzi ma internet, ale upodobania muzyczne większości nie wykracza poza to, co jest serwowane w popularnych środkach przekazu. W mieście jest zaledwie garstka osób, która ma jakiekolwiek pojęcie, co jest grane w tej kwestii. Pomijam zagadnienia okołorockowe – tutaj grupka znawców jest niemała, ale to taka lokalna specyfika. Rodzi się też w bólach garstka ludzi, którzy słuchają reggae i coś wiedzą na ten temat. W kwestii wszelakiej niepopularnej muzyki elektronicznej, czy też jazzu (także wszelakiego) – pustynia.
Komiks? Zapomnij – te słowo mogłoby tutaj nie istnieć i raczej nikt by jego braku nie zauważył.
Film – chyba tzw. polska średnia. Podobnie, jak z muzyką – to, o czym piszą w gazetach, pokazują reklamy itp. – jest znane. Zamiast “Jarmusch”, bądź “Lynch” można powiedzieć “włosy urosły mi dziś o pół milimetra”. Wzbudzi to dokładnie taką samą reakcję wśród większości mych współmieszczan.
Obyczaje, stosunki międzyludzkie

Podstawowy obyczaj, który uderzył mnie od razu po przeprowadzce to wszechobecne kaleczenie polszczyzny. Wszelkie “poszłem”, “oglądne se program w telewizorze”, rusycyzmy (“dla mnie to obojętne”) są tu dosyć powszechne. Początkowo zauważyłem też, że ludzie często wyrzucali śmieci gdzie popadnie. Oba zjawiska mają moim zdaniem genezę w tym, że większość mieszkańców to ludność napływowa, co bynajmniej szacunku do ziemi nie implikuje ;). Na szczęście teraz jest lepiej, przez te kilka lat zrobiło się czyściej.
Lud tu żyjący rzadko kiedy wyrusza dalej, niż Olsztyn, nie mowiąc już o samej przerażającej perspektywie życia w trochę większym mieście. Jak nietrudno się domyśleć, szerokie horyzonty zdecydowanie nie przeważają, wielu ludziom do szczęścia wystarczy nadmieniony wcześniej wypad do obory na tańce, w lato skoczyć nad (to samo, co zawsze) jezioro, czasem pójść na grilla, obejrzeć film w TV, tamże najnowszy odcinek popularnego serialu.
Gdy trzeba, robotę się znajdzie, jak nie legalną, to granica nieopodal. Gdy bardziej trzeba, pojedzie się na wyspy – standard ogólnopolski ;).
Warto jednak wspomnieć, że ludzie są dla siebie generalnie dosyć mili, pewnie przez brak jakiejś napiętej atmosfery, pogoni za sukcesem itp.
Osobiście
A mój ogólny stosunek? Ja tu mieszkać za kilka lat na pewno nie zamierzam. Tęsknić też nie bardzo, chyba, że za kilkoma wartościowymi osobami, które jakoś się tu uchowały. Atmosfera cichego, małego miasteczka do mnie nie przemawia. Choć zabrzmi to prawie, że nieprawomyślnie i pewnie patetycznie, wyciszenie, spokój i relaks odnajduję w zgiełku miasta, prawdziwe piękno – w oświetlonym nocą mieście. Odpoczywać jeżdżę do miasta – tam czuję się bezpieczny i u siebie. Jestem wolny od wciskanej przez całą szkołę i w wielu mediach pochwałę życia w spokoju, a najlepiej na wsi, co ma znacznie więcej wspólnego z realizacją ideałów sojuszu robotniczo-chłopskiego, aniżeli rzeczywistością. Jestem człowiekiem cywilizacji i jestem z tego dumny ;). Tu mi jej niestety brakuje – i w otoczeniu, i w głowach…
4 komentarzy »
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack
Dodaj komentarz
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.





Interesujący opis, tylko te gigahercowe głośniki zastanawiają ;)
komentarz - autor: darq — 07-10-2006 #
Wtopa, jak miło :P, już poprawiam.
komentarz - autor: scary — 07-10-2006 #
Pierwsze skojarzenie: “wsi spokojna, wsi wesoła…” z “Wesela” Wyspiańskiego i postawa mieszkańców wsi wobec tego (czyli “skru ju, chcemy świata”).
Prawdą jest, że w Dobrym Mieście lepiej jest, niż kilka lat temu. Potwierdza to moja znajoma wpadająca czasem sprzedawać gofry na lokalnych (szkoda że nie bardziej znanych) imprezach. A właśnie, chyba największą imprezą był “zlot garbusów” – żyje to jeszcze?
Heh, pisałem to 2 dni… nie ma to jak nuda w pracy…
komentarz - autor: manicalic — 19-10-2006 #
Pod wieloma względami jest zdecydowanie lepiej, wcale temu nie przeczę. Jest znacznie ładniej i ciągle coś się buduje, drogi są modernizowane etc etc. Zmian natomiast nie ma zbytnio w głowach, a na pewno nie będzie w kwestii dostępu do wielu dóbr obecnych tylko w większych ośrodkach.
Garbusy _chyba_ jeszcze się odbywają, ale przez ostatni rok nie było imprezy wykraczającej zasięgiem poza park. Gdyby nie liczyć “Perfectu na sofie” (i może czegoś, co jakimś totalnym przypadkiem mi umknęło) w maju 2005, to ‘ostatni rok’='ostatnie 5 lat’ ;)
komentarz - autor: scary — 19-10-2006 #